poniedziałek, 26 maja 2014

NICOŚĆ

Po raz kolejny przepraszam was, za moją nie obecność. Siostra nie miała internetu bo ma remont w mieszkaniu i miała odłączone wi-fi. Tak jak pisałam w poprzednim poście nocowałam u niej bo od niej mam blisko do domu, od tej też pory nie wymiotuje ale też nie ograniczałam zbytnio jedzenia. Aż wstyd mi się do tego przyznawać. Gdzie się podziała moja siła walki w dążeniu do chudości. No ku*wa.! No gdzie.?!
Co jest ze mną nie tak. Było już tak dobrze, byłam tak bliska celu. Dlaczego to wszystko spieprzyłam.?
Chyba nie potrafię być silna bez was. To wy dajecie mi motywacje.

Przez czas kiedy nie pisałam jadłam ok 1000-1400 kalorii... To dużo, to bardzo dużo w porównaniu do tego ile jadłam wcześniej. Chce do tego wrócić. Musze do tego wrócić. I zrobię to.

Jest beznadziejnie, mam takie wahania nastroju... Nie wiem co się dzieje. Tak cholernie tęsknię za uczuciem kiedy chudłam...
Nawet nie mam ochoty pisać.
Czytając to pewnie się męczysz za moje nie spójne myśli, ale nie nadążam nad nimi, nie moge ich tak szybko notować, o zanim skończę pisać to zdanie kolejne juz przemijają w mojej głowie.
Pustka..? Tak, pustka i nicość.




"niektóre osoby pochłonięte tworzeniem świata, do którego nie zdoła przeniknąć żadne zagrożenie z zewnątrz, rozwijają w sposób przesadny mechanizmy obronne wobec obcych ludzi, nieznanych miejsc i nowych doświadczeń - zubażając swój wewnętrzny świat. Wtedy nieodwracalne szkody zaczyna wyrządzać Gorycz. Głównym celem ataku Goryczy -jest wola. Ludzie dotknięci tą chorobą tracą chęć do czegokolwiek i po upływie kilku lat nie są w stanie wyjść ze swego świata, bo zużyli już przecież zapasy energii na zbudowanie wysokich murów broniących dostępu do upragnionej rzeczywistości."
 

To są te obiecane zdjęcia... Ale teraz jak na nie patrze to widzę okropną tłustą świnie. Wyglądam obleśnie.





niedziela, 11 maja 2014

JUŻ NIKOMU NIE POWIEM

Jak już wczoraj wspomniałam, byłam na panieńskim. Znajome mnie nie poznały ;) Ogólnie było bardzo fajnie, nie pamiętam kiedy się tyle wytańczyłam ;P
Dużo osób zauważyło moją zmianę i mówili że świetnie wyglądam, że bardzo schudłam i wyglądam idealnie (oczywiście jak dla mnie to daleko jeszcze mi do ideału). Bardzo mnie to ucieszyło. Szkoda tylko, że po kilku kieliszkach zaczęłam rozmawiać o diecie z chłopakiem. Powiedziałam mu, że chudość jest ważniejsza od zdrowia. Głupia.! Po co ja u to powiedziałam....! No ale alkohol zrobił swoje.
Był okropnie wkurw.ony. W sumie to mu się nie dziwę. Ale spokojnie, naprawie to, muszę jeszcze trochę poudawać, że skończyłam z dietą. Jak na razie dobrze mi to wychodzi. Jem tylko w tedy kiedy ktoś widzi...
W głowie wciąć siedzi mi Ana. Ale też nadal przychodzi Mia. Dziś znów kazała mi to zrobić....
Jednak wiem, że sobie z nią poradzę. Od wtorku będę mieszkać przez jakiś czas u siostry bo dostałam pracę i dzięki temu że będę u mniej nie będę tracić czasu ani pieniędzy na dojazd do pracy. Po za tym, za wszelką cenę nie będę mogła wpuścić Mii do swego umysłu i myśli bo nie będę miała możliwości zmówić modlitwy nad toaletą.
 

Jutro postaram się dodać zdjęcie, które zrobiłam sobie przed panieńskim. ;)

 
 



Dzisiejszy bilans:
Bułka z wędliną + mandarynka
:[250]
Kanapka z malutkim kotletem : [200]
Kawałeczek pierniko ok. [100]
Parówka z 2kromkami - zwrócone
Razem [550]



sobota, 10 maja 2014

BYŁO TAK BLISKO

Tak jak w tytule, wczoraj byłam tak bliska sukcesu aby mój bilans był równy 200kcal. Ale na koniec dnia musiałam to spieprzyć. Pojechałam na rowerze do cioci gdzie poszłyśmy na godzinny spacer po lesie, szukałyśmy psa którego ktoś porzucił na opuszczonej działce. Biedak był taki wygłodzony, że moja ciocia wyniosła mu tam jedzenie. Niestety kiedy poszłyśmy go zobaczyć nie było go tam, więc pomyślałyśmy że gdzieś go znajdziemy na innej działce lub w lesie który jest tuż przy tej działce. Niestety, nie znalazłyśmy go. Wieczorem ciocia ma iść sprawdzić czy czasem nie wrócił tam... Biedna psina.. ;(
Ehh.... Ludzie są bez serca.
Kiedy wracałam do domu postanowiłam spalić troche więcej kalorii i wybrałam okrężną drogę powrotną, co skończyło się tym, że gdy wróciłam do domu zrobiło mi się tak słabo, że musiałam coś zjeść.... Mama kazała mi zjeść bułkę... No i pochłonęłam 250kcal. Nie było by jeszcze tragedii bo razem z wcześniejszą mandarynką i kanapką mój bilans wynosił 450kcal. Jednak później poszłam do koleżanki z którą bardzo rzadko się widzę i wypiłam piwo czyli ok. 250kcal. i do tego zjadłam batonika- kolejne 100ckal.
Razem : [800]
Niby nie przekroczyłam 1000kalorii ale mogło być tak pięknie. W ogóle wczoraj już nie pisałam bo troche mnie chwyciło to piwo i jak wróciłam do domu to tylko wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
Dziś też zawalę, znów będzie alkohol bo idę na panieńskie. Jak na razie zjadłam bułkę i placki ziemniaczane ok. 550 kalorii to i tak już jest sporo... więc dziś zapewne przekroczę 1000kalorii. Za to juro postaram się to odbić i zjeść jak najmniej.
Nie poddam się, mimo że czasem jem więcej to wciąż walczę, aż osiągnę swój ostateczny cel.



czwartek, 8 maja 2014

ZNÓW ONA

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych. Matura ustna zdana na 75% z czego bardzo się ciesze, jednak byłam taka zestresowana, że pochłonęłam pół tabliczki czekolady.... w domu obiad później 2kanapki... jeszcze później olejne 3 ale Ona znów przyszła, przypomniała mi, że mogę się ich pozbyć - przecież wystarczy zmówić modlitwę na toaletą...
Tak, wiem. Obiecałam, że już nie będę tego robić. Tak, wiem. Złamałam obietnicę... Przepraszam.
Ale muszę też przyznać, że dziś Mia mi pomogła. Kiedy przyszła do mnie poczułam się lepiej, lżej....
Boje się... Tak bardzo się jej boję, ale też nie potrafię się jej oprzeć... Znów naiwnie jej słucham. Wiem, że jest szmatą, cholerną szmatą ale dzięki jej pomocy nie przytyje.






Kochane brakuje mi was.... Przepraszam, że mnie znów nie był. Nie zostawiajcie mnie - bez was nie dam rady. Wiem, że zawiodłam ale pozwólcie mi abym mogła to naprawić.



Dziękuje tym którzy jeszcze czasem tu zaglądają
KarinRed Queen
To na was teraz zawsze mogę liczyć, 
To wam dziękuję,
Dziękuję, że mimo wszystko jesteście
<3.!
 

środa, 7 maja 2014

...

Przepraszam was, że znów mnie nie było. Nie miałam czasu tu zaglądać, nie mogłam was odwiedzać przez maturę... Wykończyła mnie... Polski źle mi poszedł ale majca jeszcze gorzej... Dziś był angielski i chociaż dziś poszło mi w miarę ok. Jutro mam polski ustny... prawie nic nie umiem, ale mam nadzieję, że sobie jakoś poradzę bo sama pisałam sobie pracę...
Ehh....
Coraz mnie was tu u mnie... Nie wiem co się dzieje... ;( Potrzebuję was, potrzebuję z całych sił. Nie daje już rady... Przez stres coraz mniej pilnuje diety... Nie przekraczam 1000 kalorii ale i tak jest kiepsko u mnie. Mam nadzieje, że szybko wróci moja dobra passa i nadal kg będą odchodzić w zapomnienie.

Jedyny plus taki, że jak zaczęłam znów więcej jeść to dostałam miesiączki, w końcu. Nie miałam prawie 3miesiące przez diete i pewnie stres też się do tego przyczynił.

Oby było znów dobrze.






czwartek, 1 maja 2014

WSPOMNIENIA

Jak minął dzisiejszy dzień..?
Hm.... Chyba dobrze. Oprócz porannej kłótni z mamą, oczywiście chodziło o dietę, ale już jest dobrze. Chyba już się trochę przyzwyczaiła, że ciągle jestem na jakiejś diecie ;)
Próbowałam się uczyć prezentacji na polski, ale kiepsko mi to szło.... oj i to bardzo kiepsko. W ogóle nie wiem jak ja zdam tą maturę, powtórzyłam zaledwie kilka lektur, majcy w ogóle nie ruszyłam od zakończenia roku szkolnego a matura już za kilka dni.!
Ale dziś nie miałam do tego głowy, zobaczymy, co już będzie.
O 14 napisała do mnie koleżanka i umówiłyśmy się na spacer. Stwierdziłam, że wolę z nią wyjść chociaż na to też nie miałam ochoty ale pomyślałam, Dziś i tak już się nic nie nauczę to chociaż spalę trochę kalorii.
I tak spacerowałyśmy prawie 3h. ;)
Koniec spaceru... I co dalej. Tak, poszłyśmy pod szkołę na plac zabaw.... I znów Go spotkałam, znów się do mnie uśmiechał. On.? Tak. Ten sam w którym byłam taka zakochana, ten za którym tak szalałam. Od ponad 2 lat coś do niego czuję, tyle razy kręciliśmy, ale gdy było już tak blisko, gdy już prawie byliśmy razem on zawsze się wycofywał. Mówił, że nie chce mnie zranić, że nie potrafi być z kimś po poprzednim związku który trwał ponad 4 lata. Że nadal ją kocha, ale kocha też i mnie.
Ok, poradziłam sobie z tym. Przecież teraz od pół roku jestem z innym, i to po raz drugi. Ale to nie jest takie łatwe, przecież nie mogę wymazać wspomnieć. To jest niemożliwe. Czy jestem teraz szczęśliwa.? Tak, jestem i to bardzo ale emocje są silniejsze.
Kiedy wróciłam do domu, On napisał do mnie. Pytał czy nadal z nim jesteś. Odpisałam, że tak i dlaczego o to pyta. Na to On odpisał mi, że już wie czego chce. Napisał, że wyglądałam dziś jak anioł i że wciąż o mnie myśli. -Teraz...?! A co było wcześniej. Tak mi zależało a on nie wiedział co ma robić. Nienawidzę takich sytuacji.... Dlaczego zawsze kiedy mam już wszystko poukładane w swoim życiu ktoś do niego wchodzi i ustawia wszystko po swojemu, nie słuchając moich sprzeciwów.!
Było tak dobrze, jestem bardzo szczęśliwa z osobą z którą teraz jestem, oboje bardzo poważnie siebie nawzajem traktujemy, ale dzisiejszy dzień przywrócił wiele wspomnień, wspomnień które wzbudzają wiele emocji.
Jedno jest pewne. Nie chce nic zmieniać, mam wspaniałego chłopaka do którego mam ogromne zaufanie, nawet większe niż do samej siebie.
Po tych sms od niego pojechałam jeszcze na rower, musiałam się uspokoić i pozbyć się szaleńczych myśli. On miał już swoje 5 min. Zawsze będę go dobrze wspominać lecz nigdy już nie będę przy jego boku.





Bilans :
bułka Dukanowa [100]
Big milk [130]
fasolka po bretońsku [250]
Razem : [480]





środa, 30 kwietnia 2014

ZA SŁODKO

Cześć moje skarby, co tam u was.?
Bo u mnie w miarę udany dzień. Byłam na rowerze u cioci, jechałam jakieś 30min, i powiem wam, że się przeraziłam moją kondycją. Tak bardzo spadła... tak bardzo jest niska, no może i tragedii nie ma- ale myślałam, że jest dużo lepiej. Pierwszy raz w tym roku siadłam na rower- ale zapewne nie ostatni. Postanowiłam, że od dziś będę przynajmniej 3x w tygodniu jeździć minimum 30 minut. Trzeba wyrabiać kondycje.! Przecież jeszcze 2lata temu jeździłam niemal codziennie- miałam taką świetną kondycję. Muszę ją odzyskać ;)
 

Bilans :
ziemniaki z marchewka : [100]
bułka : [250]
jogurt : [100]
2 Michałki i 2 wafelki : ok. [200]
Razem : [650]

I po co mi były potrzebne te słodkości. Gruba świnia.! Po co.! Gdyby nie one, zmieściłabym się w 500 kaloriach..!! Zjadłam je u ciotki wiec chociaż taki tego plus że od razu je spaliłam....






 Wczoraj przypomniałam sobie o jeansowej spódniczce, którą kiedyś kupiłam specjalnie za małą, aby mieć motywację. I wiecie co? Jest już na mnie dobra. Nawet powiem więcej, mogłaby być bardziej obcisła na tyłku ;) Cudowne uczucie, kiedy wszystkie ubrania znów zaczynają pasować.! <3




http://i2.pinger.pl/pgr235/210f074100121c3f4f9871df







wtorek, 29 kwietnia 2014

BE STRONG AND GET SKINNY

Jestem. Znów na prawdę jestem i wchodzę do gry o chudość, co więcej, wygram tę grę.!Wiem, że czasem będzie ciężko, ale wytrwam do końca. Tylko potrzebuje waszego wsparcia, waszej pomocy i motywacji. Razem z wami mi się uda, musi mi się udać.
 

Bo przecież: PORAŻKA NIE WCHODZI W RACHUBĘ !





Jestem dziś z siebie taka zadowolona.! Skończyłam poprawiać prace maturalną na polski, w domu też dobrze ;) Kontakt z mama mam znów dobry, tak jak to było kiedyś.
                                           
                                                           I dziesiejszy bilans:
1placek ziemniaczany (malutki) : [100]
bułka z chudą wendlina i serem : [250]
Razem : [350]




 Po dzisiejszym dniu wiem że mogę. Wiem, że potrafię, znów potrafię, tak jak kiedyś. ;)
Zastanawiałam się nawet nad rozpoczęciem ABC diet ale nie wiem czy to dobry pomysł ze względu na głodówki. Wiec, po prostu będę się trzymać w granicy 300/500 kalorii. Zobaczymy co będzie dalej.
 




poniedziałek, 28 kwietnia 2014

KONIEC OBŻARSTWA

Znów czuję, że mogę- przecież jestem silna.! Wczoraj już było dobrze, gdyby nie pizza w nocy byłoby ok.500 kcal. no ale ją zjadłam... Miałam tak wielką ochotę iść i zwymiotować, ale nie mogłam bo spałam u chłopaka... eh...
Dziś będzie już bez żadnej wpadki. 
Wczoraj długo myślałam o tym co chce tu napisać, boje się że kiedy przeczytasz moje kolejne słowa pomyślisz : Co za idiotka.  Ona w ogóle nie wie o czym pisze, a jej móżdżek zamienił się w wodę. Ale mam to gdzieś, nawet jeśli tak pomyślisz. A tym którzy mnie zrozumieją dziękuję.

Przez czas kiedy jadłam była u mnie Mia... Przez moment to ona mną zawładnęła, to ona objęła kontrolę. Mówiła mi po cichu, Jedz, przecież możesz. Za moment będziesz mogła to zwrócić.  No i słuchałam jej. Tylko, że czasem mnie okłamywała bo nie zawsze mogłam zwymiotować gdy byli moi rodzice w domu. Mama by tego nie wytrzymała, wiedząc że znów wymiotuje. Czułam taką złość, bo nie wiedziałam czy sama siebie oszukałam czy to Mia. Nie widziałam co mam z sobą zrobić. Leżałam, płakałam, oglądałam zdjęcia które są dla mnie inspiracją i powtarzałam sobie, że nie mogę sobie ani Mi pozwalać na takie zachowanie.
Czasem przychodziła do mnie Ana wrzeszcząc Co Ty robisz, chcesz aby 2 miesiące diety poszło na marne.?!! W tedy przepraszałam ją i trzymałam się diety, ale wieczorem Mia znów przychodziła mówiąc  Zaczniesz od jutra, dziś sobie jeszcze odpuść. I odpuszczałam. Naiwna ja.!  Odpuszczałam do dziś. Wczoraj po raz ostatni uległam. Ja jestem silniejsza od mniej, sama z Aną chce kontrolować swoją dietę.

Mia to koniec.! Nie dam sie.! Osiągnę swój cel, będę chuda. A Ty możesz już odejść, bo tylko mi przeszkadzasz. Nie chce Cię w mojej głowie.


A może się mylę, może chciałaś mi tylko pomóc.? Może to ja samą siebie okłamywałam. Lecz nawet jeśli chciałaś dobrze, nie chce Cie.









środa, 23 kwietnia 2014

WRACAM

Ale zawaliłam... Jestem taka zła na siebie.! Przez ten czas kiedy nie pasałam przeżywałam piekło w domu...
Mama chciała rozwalić mi wagę, ale skończyło sie tylko na tym, że mi ją schowała. Chłopak o mało nie zwariował od mojego obsesyjnego odchudzania się. Szwagier ciągle prawił mi kazania, że przesadziłam już, że nie zamierza odwiedzać mnie  szpitalu...
Po kilku, kilkunastu rozmowach z nim i z chłopakiem odpuściłam dietę, bo dotarło to do mnie, że moje relacje z bliskimi są coraz gorsze. Nawet nie myślałam, że tak bardzo się o mnie boją. Ciągle uważałam, że chcą mi zrobić nazłość tym, że mówią abym coś zjadła albo tym że mama pozbawiła mnie wagi. Kiedy to zrobiła byłam załamana. Czułam ogromny strach. Waga była pewnego rodzaju wyrocznią. Zawsze ona jako jedyna mnie chwaliła pokazując mniejsze cyfry, ale nagle mi ją odebrano... Czułam wielki żal do mamy z którą już od dłuższego czasu nie rozmawiałam.
Jednak 2 tyg. temu to się zmieniło, kiedy zjadłam z rodziną prawdziwy niedzielny obiad. Nie musiałam siedzieć sama w pokoju, nie musiałam udawać, że jem bo na prawdę jadłam. Widziałam, widziałam jaka jest zadowolona. Wieczorem zaczęła ze mną rozmawiać. Przeszła mi złość, minął strach. Ciągle razem siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Kiedy mówiłam o tym chłopakowi, że rozmawiam z mamą i mamy znów dobry kontakt był bardzo zadowolony, między nami też zaczęło się wspaniale układać. Spędziliśmy cudowne święta. Ale myśl o diecie znów wróciła. Znów chce tu być, znów chce schudnąć. Chce aby mama oddała mi wagę i chcę żeby znów mogła mnie pochwalić, tak jak w dzień kiedy pokazała mi 53,8kg <3 to było ostatni raz kiedy na niej stanęłam. Brakuje mi jej. Chce schudnąć, jeszcze troszkę, odrobinkę.

Ta sytuacja dużo mnie nauczyła, dlatego teraz będę bardziej ostrożniejsza bo nie chce znów zniszczyć tego co o mały włos nie straciłam. Nie chce przytyć, ale też nie chce stracić dobrych relacji z bliskimi.




sobota, 29 marca 2014

EGOISTKA

Znów długo nie pisałam... I nadal będę taż rzadko pisać dopóki mój laptop nie będzie sprawny. Źle mi bez was, bez bloga. No ale muszę sobie jakoś radzić - chociaż jest beznadziejnie.
Przez moją dietę stałam się straszną egoistką choć nie chce nią być. Moi znajomi już nawet to zauważyli w domu tak samo no i wczoraj chłopak mi powiedział, że strasznie się zmieniłam. Że dawniej kiedy on mnie przytulił czułam się lepiej, potrzebowałam tego, sama się do niego przytulałam... A teraz kiedy on mnie przytula ja na to przestałam reagować, oddalam się od niego. Dieta i myśl o zjedzonych kaloriach zabierają mi czas dla moich znajomych, osób które zawsze były mi bliskie. W szkole ostatnio przyjaciółka powiedziała, żebym już się nie odchudzała, że od pewnego czasu jestem nieobecna, że izoluje się od wszystkich. -Nawet nie wiem kiedy tak się zmieniłam. Chciałabym abym była taka jak kiedyś, wesoła i towarzyska ale nie wiem jak, nie potrafię albo po prostu nie chce tego zmienić - polubiłam samotność.
Jeśli chodzi o sprawę bilansów to jestem z nich zadowolona od ostatniego wpisu jadłam tylko po 300 czasem 200 kcal ;)
Wczorajszy bilans jest chyba najlepszy :
-pomarańcza : [100]
-kakao prawie na samej wodzie  ok : [50]
Razem : [150]  <3
Kilogramy powoli lecą w dół i lada dzień osiągnę swój drugi cel - 55 kg ale jakoś wciąż mnie to nie satysfakcjonuje bo nadal ważę dużo za dużo... Dziś waga pokazała 55.4 kg -A ja chce już zobaczyć piękne 50 kg.!


   
               






wtorek, 18 marca 2014

CEL ll - 55kg


Przepraszam wszystkich którzy czytają mojego bloga że, tak długo nie pisałam, ale padł mi dysk w laptopie i nie miałam dostępu do neta. ;(
No a przez ten czas wiele się wydarzyło odnośnie mojej diety. Generalnie rzecz mówiąc przez 2 tygodnie stosowałam Dukana bez najmniejszych wpadek ;) Co prawda z 2dniu strasznie bolała mnie głowa, ale i tak wytrzymałam. Jednak moja waga nadal stała w miejscu, no max 1kg schudłam. Jednak sądzę, że było to spowodowane tym iż wcześniej jadłam średnio 400kalorii a na Dukanie nie liczy sie kalorii tylko je sie samo białko (w 2 fazie białko + warzywa) wiec tych kalorii spożywałam już ok. 850 dziennie.
W niedziele nie wytrzymałam i znów zaczęłam liczyć kalorie, znów staram się jeść ok 350kcal. Ich liczenie weszło mi w nawyk i świadomość tego ile pochłonęłam w ciągu dnia daje mi 'satysfakcje' bo potrafię kontrolować ich ilość. :) Jednak nie oznacza to że, całkiem porzuciłam dietę Dukana. Nadal jem to co dozwolone  (kurczak, nabiał i teraz jeszcze warzywa) 

 Mój dzisiejszy bilans :
Bułka Dukanowa (robię bez żółtka bo ma dużo kalorii) z łyżeczka serka wiejskiego : [100]
Kawałek piersi z  kurczaka gotowanej + fasolka szparagowa na parze : [100]
zamierzam jeszcze zjeść serek homo 0% [100]
Razem : [300]


NAJWAŻNIEJSZE. !!
Dziś moja waga pokazała 57.7 kg ;) Co oznacza że cel 1 osiągnięty. Wiec, pora zacząć cel nr. 2 - 55kg







sobota, 1 marca 2014

NOWA DIETA

Od dziś jestem na diecie dukana o której już wspomniałam we wcześniejszych postach. Akurat dziś nowy miesiąc a wiec nowa i dieta. Koniec z obsesyjnym liczeniem kalorii. Musi mi się udać, muszę schudną i bardzo w to wierzę, że mi się uda - nawet nie biorę innej opcji pod uwagę. SCHUDNĘ I KONIEC KROPKA.
Choć, wiem że będzie ciężko. Ale przecież przechodziłam gorsze diety i wytrzymywałam wiec na Dukanie też wytrzymam, prawda.?
Jeśli chcecie to nadal mogę pisać w postach moje bilanse, bo o efektach będę pisać na pewno. ;)







czwartek, 27 lutego 2014

DIETA CUD- WODA I MIÓD

Od kilku dni ciągle szukam diety cud.! Ale dziś stwierdziłam, że taka nie istnieje bo prawie po każdej takiej diecie będzie efekt jo-jo. Myślałam, że przejdę na baletnice- pewnie bym wytrzymała ale po jej zakończeniu znając siebie rzuciłabym się na jedzenie i po 10 dniach wyrzeczeń nadrobiłabym stracone kalorie/kilogramy w jeden dzień. Zastanawiam się nad dietą Dukana i chyba spróbuje, może i długo trwa ale czas i tak upływa, wiec nic nie mam do stracenia a mogę tylko zyskać (stracić parę kilo) :)

Dziś tłusty czwartek i trochę odpuściłam
Bilans :
3pączki z dżemem [900]
kawałek kurczaka [100]
razem : [1000]
Pączki jadam raz do roku (tylko w tłuste czwartki) wiec dlatego sobie pozwoliłam.
 

 Bilans za wczoraj:
3łyżki zupy [30]
widelec ryżu [10]
razem : [40]











wtorek, 25 lutego 2014

CEL 58KG - do zrealizowania



Wczorajszy bilans...? [.] Hmm.... WSPANIAŁY!
0 KCAL ! 


Musiałam sobie odbić niedzielne obżarstwo. Czułam się wspaniale, dlatego postanowiłam, że od czasu do czasu bedę sobie robić taką jednodniową głodówkę, ale nie będę z nimi przesadzać bo wiem, że głodówki to nie zabawa.

Dzisiejszy bilans :
jabłko [50]
buraczki czerwone [90]
fasolka po bretońsku (na chudym mięsie) [300]
razem : [440]

co prawda 300 kcal przekroczone ale wieczorem jeszcze będę ćwiczyć więc nie ma tragedii.
Po za tym, musiałam tyle zjeść bo mama wczoraj zauważyła, że nic nie jadłam i nie chciałam znów budzić jakichkolwiek podejrzeń. Nie chce się znów z nią kłócić o to, że się odchudzam bo ona i tak ciągle powtarza, że nie jest mi to potrzebne.
Moja waga pokazała dziś rano 60kg za tydzień chce zobaczyć między 59 a 58kg. Wszystko zrobię aby tylko pozbyć się tej okropnej szóstki z przodu.!
W tydzień 2kg mniej, już kiedyś potrafiłam tyle schudnąć, choćby te niecałe 2kg mnie ubyło to i tak będę zadowolona.
Mam nadzieję, że się uda. :)










poniedziałek, 24 lutego 2014

NIENAŻARTA ŚWINIA


Jestem słaba, tak bardzo słaba.... Weekend kompletnie zawaliłam, nie dość, że w sobote wieczorem wypiłam piwo to w niedziele tak sie nażarłam....
Mój bilans wyglądał tak :
kanapka z wędlina i serkiem ze szczypiorkiem [100]
surówka: kapusta pekińska, ogórek kiszony i papryka konserwowa [50]
3 kawałki sernika- nie wiem dokładnie ile ale z tego co sprawdzałam [350]
kawałek (bardzo mały) piersi z kurczaka [30]
razem : [530]
Najgorsze jest to, że do obiadu czyli sałatki dobrze sie trzymałam, a później sernik już zjadłam o 17, godz. wcześniej niż jadam kolacje, a ten kawałek kurczaka zjadłam o 21..!!!!
Nawet ćwiczenia sobie odpuściłam... gdybym poćwiczyła to może nie miałabym takich wyrzutów sumienia bo choć trochę bym spaliłam tych zabójczych kalorii...



   







sobota, 22 lutego 2014

Prosto do celu

 Bilans za wczoraj:
kromka chleba razowego oczywiście z chudą wędlina [100]
obiadu nie jadłam bo o 15 byłam jeszcze w szkole
gotowane białko z jajka, mandarynka + mały kawałek marchewki [100]
razem : [200]
+gra w kosza na w-f

Dzisiejszy:
fasolka po bretońsku [250]
i zamierzam zjeść jeszcze mandarynkę lub jabłko [50]
razem: [300]

Waga od 3dni stoi mi w miejscu... nie wiem dlaczego.! Obecnie ważę 60.5 o ile mi waga dobrze działa ;/
Tab bardzo chce być chuda.... wgl nikt tu do mnie nie zagląda... Czuje się okropnie, wczoraj pokłóciłam się z chłopakiem... a o co.? O to, że wydaje mu się, że odchudzanie, dieta, blogi są dla mnie ważniejsze niż on...
a to przecież nie prawda...
Ja po prostu wyznaczyłam sobie cel do którego dążę.
Nie wiem co mam robić, chcę żeby było dobrze, ale kur** nie potrafię. Jeszcze ta szkoła.! W maju matura.!












czwartek, 20 lutego 2014

PROSTO DO CELU

Dziś właśnie zjadłam kolacje, ogólnie dzień minął mi dobrze. Nawet ze szkoły wróciłam wcześniej, bo nie było fizyki a z angielskiego zwiałam...
Posiedzę jeszcze trochę nad biologią i do spania, ale przed tym ćwiczenia, kąpiel, serial i dopiero łóżeczko.

Bilans :
kromka chleba razowego z chudą wędliną [100]
surówka z marchewki i jabłka [60]
malutki kotlet z piersi kurczaka [max 100]
    razem = [260]






środa, 19 lutego 2014

I WILL BE SKINNY

I WILL BE SKINNY


Szczerze mówiąc to sama nie wiem co chce napisać....

Jestem zła na siebie.! Już prawie 3tygodnie trzymałam sie diety... Jadłam 300/400 czasem 500 kalorii. a dziś
!!! Chyba z 800.! dlatego postanowilam ze nie zjem kolacji, a za chwile ide ćwiczyć chociaż miałam mieć dziś dzień wolny od ćwiczeń, ale nie.... musze to spalić.
 
Obiecałam siebie, że będe chuda. Chce być chuda. Czeka mnie jeszcze 10kg mniej, tak żeby było równe wymarzone moje 50 :)