sobota, 28 marca 2015

AZIZAMI

Cześć moje kochane. U mnie chyba jest trochę lepiej, dużo brakuje mi jeszcze do szczęścia ale powoli wychodzę na prostą.
W czwartek zdałam egzamin teoretyczny - dziękuję, że trzymałyście kciuki :*
Wczoraj byłam na rozmowie o pracę i uwaga... w poniedziałek idę na dzień próbny ;) i jest to praca na siłowni więc może będę mogła tam ćwiczyć po pracy. Byłoby wspaniale gdyby mi się udało z tą pracą. Mam też drugą ofertę pracy w sklepie, więc na pewno coś wypali, bo przecież nie mogę mieć takiego pecha że nigdzie się nie załapię. Bardzo potrzebuję pracy, bo dzięki temu przestanę może myśleć o D. Muszę znaleźć sobie zajęcie i się ogarnąć i przy tym zacząć chodzić na zajęcia bo dziś znów nie byłam, jutro też nie pójdę ale po świętach już muszę, muszę chodzić bo jak przyjdzie sesja to nie zdam....
Nie potrafię się zmotywować do diety, w ogóle mi to nie idzie. Niby nie jadłam jakoś bardzo dużo ale to nie była dieta taką jaką bym chciała, dlatego stanowczo biorę się za siebie.
Jutro ważenie, aż się boję co pokaże waga. Trzymajcie mocno kciuki i wy też się trzymajcie :*


         




Zagubiłam się,
 Nie mogłam zrozumieć
 co miałam, kim byłam, czułam się bezsilna
  więc daj mi swoją rękę,
daj mi swą miłość,
daj mi to, co nazywasz domem 






wtorek, 24 marca 2015

SAMOTNOŚĆ..?



Wszystko już wiem. W niedzielę napisałam do D czy może przyjechać ale odpisał, że nie da rady. Napisałam mu że chce wiedzieć na czym stoję, co on zamierza zrobić, że nie chce się codziennie zastanawiać czy będziemy razem czy nie. I dowiedziałam się, że nie jesteśmy już razem, że on chce być teraz sam bo nie wie co czuje. Napisał też, że nie jestem mu obojętna ale żebym o min teraz nie myślała i żyła swoim życiem, i jeśli kogoś poznam to żebym nie patrzyła na niego.
Strasznie mi na nim zależy, ale przecież nie zmuszę go do bycia ze mną. Mimo wszystko mam gdzieś tak w środku nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy razem. Nie mówię, że jutro, że za tydzień ani że za miesiąc ale może za kilka miesięcy, nawet gdyby to miało być za rok to ja do niego wrócę- o ile nadal będę mieszkać w Polsce. Po szkole czyli za półtora roku zamierzam wyjechać. Już kiedyś o tym myślałam ale będąc z D zrezygnowałam z tego planu na życie, bo on się nim stał. Chciałam i chce nadal spędzić z min swoje życie. Ale jeśli nie wrócimy do siebie to ja wyjeżdżam. Wiem, możecie pomyśleć, że to idiotyczny pomysł, ale ja zawsze jeśli coś sobie postanowię to prędzej czy później tak będzie.
Nie chce już się z kimś wiązać, nie chce się kolejny raz rozczarować. Przynajmniej nie przez najbliższe kilka lat. Będę czekać na niego, nie wiem jak długo ale na chwile obecną tylko to mi zostało. Moje dotychczasowe związki zawsze trwały dość długi czas, ale nigdy dotąd nie zależało mi tak bardzo na kimś jak na D. Zakochałam się na amen i zawszę będę go kochać.
Nie wiem czy któraś z was przeglądała moje starsze posty  ( te z maja) już w tedy pisałam o min.

Zmieniając temat... w niedziele moja waga pokazała aż 64,3 kg dwa tygodnie temu 63,2 kg.? Przytyłam przez ostatni tydzień, a może po tylko przez okres. Nie wiem. Ale jedno jest pewne. Muszę się solidnie zabrać za dietę. Wczoraj zastanawiałam się nad wróceniem do mojego zmodyfikowanego dukana na którym kiedyś dużo schudłam. Ale nie wiem, czy mam na tyle siły.

Wczoraj miałam egzamin teoretyczny na prawko. Nie zdałam.! W czwartek mam kolejny termin więc dziś i jutro muszę się uczyć aby go zdać.

To chyba tyle na dziś, Trzymajcie się kochane i dziękuję że czasem tu zaglądacie i sprawdzacie czy nadal żyję. ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥  ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥  ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ 
                                              #46295008 zdjęcie











środa, 18 marca 2015

NADZIEJA

Czy to koniec przyjaźni damsko-męskiej.?
Wczoraj pojechałam do mojego przyjaciela pogadać o D. Powiedziałam mu, że nie wiem co mam robić, że bardzo go kocham i nie chce aby nasz związek się tak skończył. On ciągle mi mówił, że skoro D tak się zachował i ma wątpliwości to żebym go olała i zapomniała o min. Powiedziałam mu, że chce iść do niego i czekać aż wróci z pracy aby z nim pogadać ale on stwierdził, że zrobię z siebie idiotkę i żebym nic nie robiła. Udało mu się, przekonał mnie i powiedziałam mu, że nie pójdę do niego. Myślałam że mówi to jako przyjaciel a przecież jest facetem to wie jak myślą faceci, dałam się nabrać. Kiedy siedzieliśmy na łóżku on mnie pocałował. Odwróciłam się i powiedziałam żeby przestał. Później mi powiedział, żebym z min była. Że żałuję, że nasz związek się rozpadł ale ja mu powiedziałam, że zależy mi na D a jeśli z min nie będę to postanowiłam, że po skończeniu studium wyjeżdżam z kraju. Kiedy skończyliśmy o tym rozmawiać siedziałam obok niego, on mnie przytulił i rozmawialiśmy jakby nigdy nic.
Wróciłam do domu i nie wytrzymałam, wiedziałam że D pracuje do 22. więc po 21 wyszłam z domu i poszłam pod jego dom, chwile na niego czekałam aż przyjechał. Był okropnie zaskoczony widząc mnie, że czekam na niego. Zapytałam go dlaczego tak się nagle zmienił, o się stało że ma wątpliwości do naszego związku, na to on odparł, że jego była znów namieszała. Znów zaczęła do niego pisać, myślę że chce do niego wrócić a on się w tym wszystkim pogubił. Powiedział też, że jeśli mamy być razem to już do końca życia dlatego chce mieć pewność co do naszego związku. Trochę go rozumiem, przynajmniej się staram bo w końcu byli ze sobą prawie 5 lat, jednak nie są razem od ponad 2 i to ona wszystko spierdoliła, miała teraz innego kolesia a ja byłam z min taka szczęśliwa i wiem, że on ze mną też. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i odwiózł mnie do domu, kiedy wysiadałam z samochodu pocałował mnie - mam nadzieje, że to nie był ostatni raz.
Dziś napisałam o tym mojemu przyjacielowi... i nasza rozmowa zakończyła się tak, że on napisał mi iż nie możemy się przyjaźnić bo nie mogę mu ufać, on nadal mnie kocha. Wydawało mi się że mamy jasną sytuację. Zawszę mu mówiłam że to tylko przyjaźń... Nie wiem co mam teraz zrobić.
 Ta sytuacja chyba mnie przerasta. Cieszę się jednak, że poszłam do D i mogliśmy porozmawiać.
Mam nadzieję i nie chce jej tracić, że jeszcze nam się ułoży.
 
    
 
 
 

piątek, 13 marca 2015

BÓL

 
Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie - to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie?
 
 
Nie radzę sobie, kompletnie nie radzę. Staram się panować nad emocjami, ale myśl, że już nie będziemy razem całkiem mnie zabija. Zabija bardzo powoli i boleśnie a ja nie chcę tak umierać, chcę być silna, wstać podnieść głowę i powiedzieć sobie: Będzie dobrze, skoro on tak pogrywa z Tobą to Ty pogrywaj z min. Tylko kurwa .! Ja go kocham, jest dla mnie wszystkim. Od tygodnia nic nie pisze... Ja wysłałam ostatniego sms do niego w niedziele pisząc, że strasznie tęsknię... Cisza. Nic nie odpisał.
Powiedział, że potrzebuje czasu, ale ile mam jeszcze czekać. Dzień, dwa a może miesiąc. Nie to za długo. Pomyślałam, że jeśli do końca tygodnia się nie odezwie to pójdę do niego, poczekam pod domem aż wróci z pracy i wtedy każę mu powiedzieć, co z nami, dlaczego tak nagle ma wątpliwości, co się stało, czy to moja wina....

Tak dziś już nie dałam rady, zasnęłam dopiero o 5.30 nad ranem a o 10 byłam już na nogach... Nawet udało mi się o min nie myśleć, ale po południu znów tak bardzo zatęskniłam, znów płakałam. Później zjadłam więcej niż chciałam i znów to zrobiłam. Znów wymiotowałam, teraz tylko mam wyrzuty sumienia.  Ale wiem, że jutro tego już nie zrobię, bo nie chce wymiotować.
Jest już 19.35 i zastanawiam się czy zjeść kolacje, ale już trochę za późno wiec raczej nic nie zjem tylko trochę poćwiczę.  ;)
No i tak, dzisiejszy bilans:
Kanapka z jajkiem (zjadłam samo białko)
Kotlet mielony
2cukierki pistacjowe
2tosty (zwymiotowane)
1/2 kiwi
 
 
 
 
Rzucam palenie..! Mieliśmy razem rzucić, ale zostałam z tym sama.
Tylko Wy kochane mi zostałyście :*
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

czwartek, 12 marca 2015

BĘDZIĘ LEPIEJ

Zastanawiam się kiedy znów w moim życiu będzie tak jak chce...! Do cholery z min.! Po co mi ono skoro ciągle kopie mnie po dupie.!
- Może po to abym była coraz silniejsza..?
Może...?


Znów jest źle, mój chłopak zastanawia się czy nasz związek ma sens... Nie mam z nim żadnego kontaktu, w sobotę spotkałam go przez przypadek ale nie chciał ze mna rozmawiać... Już tydzień nic nie pisze, nawet na dzień kobiet nie złożył mi życzeń. W zasadzie to nawet nie wiem czy nadal jesteśmy razem. W głębi serca mam nadzieje, że jeszcze się ułoży, a jeśli nie to oznaczać to będzie, że 8miesięcy temu popełniłam błąd zrywając z wtedy jeszcze z obecnym chłopakiem który w ogień by za mną wskoczył, tylko po to aby być z tym który po 8miesiącach ma wątpliwości.
Strasznie mnie to boli, ale już nie będę przez niego płakać, już nie mam na to sił. Jednak dzięki niemu znów nauczyłam się odreagowywać po przez ćwiczenia.
Postanowiłam schudnąć za pomocą skakania na skakance. Mam nadzieje, że mi się uda. Do tego ograniczenie kalorii i będzie fit :D
Wiem, że nie mogę się użalać nad sobą tylko tu trzeba działać, podjąć radykalne zmiany - a on niech żałuje kogo stracił... Albo chce stracić jeśli nadal nie będzie wiedział czego chce od życia.
Tak czy siak trzeba działać.!
                 
 
 
 
 
Dzisiejszy bilans:
musli z jogurtem naturalnym
pierś kurczaka z marchewką
3małe rogalik (domowej roboty)
 

Jeszcze nie liczę kalorii, pilnuję aby nie przekraczać 1000, na razie to mi wystarcza ;)