sobota, 16 maja 2015

ŻYJĘ

Jestem, jestem. Nie pisze, nie komentuje waszych postów bo zwyczajnie nie mam na to czasu. Pracuje jako kelnerka 4 albo 5dni w tygodniu po 14godz wiec chyba mnie zrozumienie.
Ogólnie jest dobrze, dzięki tej pracy bardzo mało jem a dużo się ruszam. Co prawda moja waga jakoś nie spada znacząco ale mam ciągle mówi abym zaczęła jeść bo strasznie widać jak tyłek mi się zmniejszył. Brzuch też mi się zmienił, żebra mam bardziej wyczuwalne i kości biodrowe. Co prawda mam jeszcze zaokrąglony brzuszek ale to też od piwa które piję prawie codziennie po pracy :D

Ta praca pomaga mi też, nie myśleć o D.
Minęło już tyle tygodni jak nie jesteśmy razem a ja nadal tęsknie i najchętniej pobiegłabym do niego i wtuliła się w jego ramiona. Ale wiem, że nie mogę tego zrobić. W ch**j mi ciężko ale życie toczy się dalej. A wczoraj miałam urodziny, jestem już na tym świecie 20 lat i aż boje się pomyśleć co jeszcze mnie spotka.
Przygnębia mnie też fakt, że miałam ogromną nadzieję, że D napisze... a tu cisza. Wszyscy moi byli napisali, tylko nie on. Przykre, ale prawdziwe. Liczyłam, na prawdę liczyłam na wiadomość od niego. Wolałabym dostać życzenia tylko od niego a nie od reszty znajomych. Może i głupie podejście ale to boli, że napisali do mnie znajomi z którymi nie mam już zbytniego kontaktu, a nie napisał D. na którym tak mi zależy.

A jak u was kochane.? Jak wasze cele.?






środa, 8 kwietnia 2015

POŚWIĄTECZNIE


Jak dobrze, że już minęły te święta. W zasadzie to sama nie wiem czy przesadziłam z jedzeniem czy nie... No może w pierwszy dzień trochę za dużo było tego wszystkiego. Wieczorem pojechałam to naszego pobliskiego clubu. On też tam był, chwile rozmawialiśmy. Poczułam się znów taka szczęśliwa, że jest tak blisko mnie, mimo to, że powtarzał co chwile że nie jesteśmy razem. Ale w tamtym momencie nie było to dla mnie ważne. Cieszyłam się, że  zmów mogłam spojrzeć w jego oczy a on w moje, cieszyłam się, że jest na wyciągnięcie mojej dłoni. Serce śmiało mi się jak głupie, że znów dał mi niewinnego buziaka w policzek. Chciałam skakać z radości, że mogę do dotknąć i poczuć jego zapach. Ale szczęście trwało zbyt krótko. Wróciłam do domu i znów płakałam, znów tęskniłam i błagałam Boga aby D do mnie wrócił... I od tamtej świątecznej nocy każdej nocy za nim płaczę. Nie mogę przestać o min myśleć.... To tak bardzo boli, ale nadzieja trzyma mnie przy życiu.



                  



Od dziś znów trzymam się diety, znów chce zacząć ćwiczyć. Może wrócę do skakanki, bo na rower jak dla mnie jest trochę za zimno i za wietrznie.
Mój wczorajszy bilans był dość spoty, bo zjadłam jeszcze kawałek ciasta, trochę strogonowa i wieczorek kanapki. Ale miałam pracowity dzień, więc mam nadzieje że chociaż połowę kalorii spaliłam. Obiecuję, że dziś będę już całkiem dobrze. Jeszcze nie wiem co zjem, na pewno w moim bilansie pojawi się jabłko, może zjem też pomarańczę. A może zrobię sobie jabłkowy detoks, tak na rozpoczęcie poświątecznej diety. Hm....? Jeszcze nie wiem, Na razie idę zjeść jabłko bo jeszcze nic nie zjadłam dziś.



           




think before you eat. - moja tapeta na telefonie 


piątek, 3 kwietnia 2015

ŚWIĄTECZNIE


   


Nie dostałam pracy..! Miała wczoraj do mnie zadzwonić menadżerka ale nie dzwoniła, czyli sprawa jasna, że na moje miejsce mają kogoś innego.! Eh... Szkoda.
No ale życie toczy się dalej i jak nie ta praca to inna.

Dziś pokonałam setki razy swoją słabość do słodkiego. Robiłam ciasto na święta i kompletnie ni nie spróbowałam żadnej masy, a zawsze jak robiłam ciasto to co chwile podjadałam masę, karmel cokolwiek by tylko coś podjeść. Nawet mama się śmiała, że coś jest ze mną nie tak i zamiast sama próbować to jej mówiłam żeby mi powiedziała czy jest dobre czy nie. Jestem taka dumna z siebie.!!!

Pewnie w święta skuszę się na jakieś ciasto no ale w końcu są święta więc bez przesady, żeby nie zjeść kawałka ciasta. Ale obiecuje wam, że będę się trzymać tego, że jestem na diecie i nie będę się obżerać.









Wczorajszy bilans ;
jabłko - 60 kcal
3 naleśniki - 300 kcal
3 cukierki - nie wiem... ok. 300 kcal
Razem : 660 kcal

To największy bilans w tym tygodniu, nie potrzebne są w nim te cukierki,! Wiem, trochę nimi zawaliłam ale ważne, że skończyłam tylko na 3 a nie na 10.

Dzisiejszy bilans;
surówka z kapustą kiszoną i marchewką : 40 kcal
Na razie to wszystko, ale później zjem może jabłko i ewentualnie kawałeczek ryby który czeka na mnie z obiadu którego nie jadłam :)




                               



A jak u was kruszynki.? Jak przygotowania do świąt, i jakie plany, wstrzymujecie dietę czy nie.?



środa, 1 kwietnia 2015

ASPIRYNA

Cześć chudziaki.! :*
Jak wiecie w poniedziałek byłam na dniu próbnym. Sama nie wiem jak sobie poradziłam, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze i szybko ogarnęłam co i jak mam robić. Chociaż nie ukrywam, że przez pierwszą godzinę byłam strasznie zestresowana i niestety było to widać. Jednak dziewczyny z którymi byłam okazała się strasznie w porządku i wszystko mi pokazały. Poznałam tam też dziewczynę która ma strasznie zaburzony obraz swojego ciała. Jest taka chudziutka, a jej chłopak - idiota każe jej się odchudzać. To przez niego ma kłopoty z samooceną i akceptacją siebie. Udało jej już się schudnąć 20 kg i nadal się odchudza, chodzi 2 razy dziennie na siłownie a w czasie kiedy jej nie ma na siłowni biega. Powiedzcie mi, skąd tyle siły bierze się w człowieku. Niestety nie wiem, czy kiedyś jeszcze ją spotkam, bo nie wiem czy dostanę tą prace na siłowni. Więc wszystko się okaże za kilka dni.

A jeśli chodzi o mnie i o moje bilanse to jestem z nich zadowolona.
Poniedziałek - jabłko : max. 60 kcal
Wtorek - 2 jabłka + jajecznica i kromka chleba : nie wiem, liczę ok. 400 kcal
                razem : ok. 550 kcal
Dziś - jabłko : 60 kcal + zamierzam jeszcze zjeść jedno jabłko i do tego może serek wiejski.

Jestem strasznie zadowolona z moich bilansów, nawet nie czuję głodu bo zapijam go kawą lub herbatą. W końcu czuję, że znów mogę mieć kontrolę nad jedzeniem.

I takie pytanie do was...
Czy kiedykolwiek wspomagałyście swoje odchudzanie aspiryna, czytałam, że ona pomaga w zwalczaniu tkanki tłuszczowej. Ale sama nie wiem czy to coś daję. Co o tym myślicie.?








                         Jedyne z czym sobie nie radzę, to tęsknota za D. Strasznie mi go brakuje.






sobota, 28 marca 2015

AZIZAMI

Cześć moje kochane. U mnie chyba jest trochę lepiej, dużo brakuje mi jeszcze do szczęścia ale powoli wychodzę na prostą.
W czwartek zdałam egzamin teoretyczny - dziękuję, że trzymałyście kciuki :*
Wczoraj byłam na rozmowie o pracę i uwaga... w poniedziałek idę na dzień próbny ;) i jest to praca na siłowni więc może będę mogła tam ćwiczyć po pracy. Byłoby wspaniale gdyby mi się udało z tą pracą. Mam też drugą ofertę pracy w sklepie, więc na pewno coś wypali, bo przecież nie mogę mieć takiego pecha że nigdzie się nie załapię. Bardzo potrzebuję pracy, bo dzięki temu przestanę może myśleć o D. Muszę znaleźć sobie zajęcie i się ogarnąć i przy tym zacząć chodzić na zajęcia bo dziś znów nie byłam, jutro też nie pójdę ale po świętach już muszę, muszę chodzić bo jak przyjdzie sesja to nie zdam....
Nie potrafię się zmotywować do diety, w ogóle mi to nie idzie. Niby nie jadłam jakoś bardzo dużo ale to nie była dieta taką jaką bym chciała, dlatego stanowczo biorę się za siebie.
Jutro ważenie, aż się boję co pokaże waga. Trzymajcie mocno kciuki i wy też się trzymajcie :*


         




Zagubiłam się,
 Nie mogłam zrozumieć
 co miałam, kim byłam, czułam się bezsilna
  więc daj mi swoją rękę,
daj mi swą miłość,
daj mi to, co nazywasz domem 






wtorek, 24 marca 2015

SAMOTNOŚĆ..?



Wszystko już wiem. W niedzielę napisałam do D czy może przyjechać ale odpisał, że nie da rady. Napisałam mu że chce wiedzieć na czym stoję, co on zamierza zrobić, że nie chce się codziennie zastanawiać czy będziemy razem czy nie. I dowiedziałam się, że nie jesteśmy już razem, że on chce być teraz sam bo nie wie co czuje. Napisał też, że nie jestem mu obojętna ale żebym o min teraz nie myślała i żyła swoim życiem, i jeśli kogoś poznam to żebym nie patrzyła na niego.
Strasznie mi na nim zależy, ale przecież nie zmuszę go do bycia ze mną. Mimo wszystko mam gdzieś tak w środku nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy razem. Nie mówię, że jutro, że za tydzień ani że za miesiąc ale może za kilka miesięcy, nawet gdyby to miało być za rok to ja do niego wrócę- o ile nadal będę mieszkać w Polsce. Po szkole czyli za półtora roku zamierzam wyjechać. Już kiedyś o tym myślałam ale będąc z D zrezygnowałam z tego planu na życie, bo on się nim stał. Chciałam i chce nadal spędzić z min swoje życie. Ale jeśli nie wrócimy do siebie to ja wyjeżdżam. Wiem, możecie pomyśleć, że to idiotyczny pomysł, ale ja zawsze jeśli coś sobie postanowię to prędzej czy później tak będzie.
Nie chce już się z kimś wiązać, nie chce się kolejny raz rozczarować. Przynajmniej nie przez najbliższe kilka lat. Będę czekać na niego, nie wiem jak długo ale na chwile obecną tylko to mi zostało. Moje dotychczasowe związki zawsze trwały dość długi czas, ale nigdy dotąd nie zależało mi tak bardzo na kimś jak na D. Zakochałam się na amen i zawszę będę go kochać.
Nie wiem czy któraś z was przeglądała moje starsze posty  ( te z maja) już w tedy pisałam o min.

Zmieniając temat... w niedziele moja waga pokazała aż 64,3 kg dwa tygodnie temu 63,2 kg.? Przytyłam przez ostatni tydzień, a może po tylko przez okres. Nie wiem. Ale jedno jest pewne. Muszę się solidnie zabrać za dietę. Wczoraj zastanawiałam się nad wróceniem do mojego zmodyfikowanego dukana na którym kiedyś dużo schudłam. Ale nie wiem, czy mam na tyle siły.

Wczoraj miałam egzamin teoretyczny na prawko. Nie zdałam.! W czwartek mam kolejny termin więc dziś i jutro muszę się uczyć aby go zdać.

To chyba tyle na dziś, Trzymajcie się kochane i dziękuję że czasem tu zaglądacie i sprawdzacie czy nadal żyję. ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥  ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥  ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ 
                                              #46295008 zdjęcie











środa, 18 marca 2015

NADZIEJA

Czy to koniec przyjaźni damsko-męskiej.?
Wczoraj pojechałam do mojego przyjaciela pogadać o D. Powiedziałam mu, że nie wiem co mam robić, że bardzo go kocham i nie chce aby nasz związek się tak skończył. On ciągle mi mówił, że skoro D tak się zachował i ma wątpliwości to żebym go olała i zapomniała o min. Powiedziałam mu, że chce iść do niego i czekać aż wróci z pracy aby z nim pogadać ale on stwierdził, że zrobię z siebie idiotkę i żebym nic nie robiła. Udało mu się, przekonał mnie i powiedziałam mu, że nie pójdę do niego. Myślałam że mówi to jako przyjaciel a przecież jest facetem to wie jak myślą faceci, dałam się nabrać. Kiedy siedzieliśmy na łóżku on mnie pocałował. Odwróciłam się i powiedziałam żeby przestał. Później mi powiedział, żebym z min była. Że żałuję, że nasz związek się rozpadł ale ja mu powiedziałam, że zależy mi na D a jeśli z min nie będę to postanowiłam, że po skończeniu studium wyjeżdżam z kraju. Kiedy skończyliśmy o tym rozmawiać siedziałam obok niego, on mnie przytulił i rozmawialiśmy jakby nigdy nic.
Wróciłam do domu i nie wytrzymałam, wiedziałam że D pracuje do 22. więc po 21 wyszłam z domu i poszłam pod jego dom, chwile na niego czekałam aż przyjechał. Był okropnie zaskoczony widząc mnie, że czekam na niego. Zapytałam go dlaczego tak się nagle zmienił, o się stało że ma wątpliwości do naszego związku, na to on odparł, że jego była znów namieszała. Znów zaczęła do niego pisać, myślę że chce do niego wrócić a on się w tym wszystkim pogubił. Powiedział też, że jeśli mamy być razem to już do końca życia dlatego chce mieć pewność co do naszego związku. Trochę go rozumiem, przynajmniej się staram bo w końcu byli ze sobą prawie 5 lat, jednak nie są razem od ponad 2 i to ona wszystko spierdoliła, miała teraz innego kolesia a ja byłam z min taka szczęśliwa i wiem, że on ze mną też. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i odwiózł mnie do domu, kiedy wysiadałam z samochodu pocałował mnie - mam nadzieje, że to nie był ostatni raz.
Dziś napisałam o tym mojemu przyjacielowi... i nasza rozmowa zakończyła się tak, że on napisał mi iż nie możemy się przyjaźnić bo nie mogę mu ufać, on nadal mnie kocha. Wydawało mi się że mamy jasną sytuację. Zawszę mu mówiłam że to tylko przyjaźń... Nie wiem co mam teraz zrobić.
 Ta sytuacja chyba mnie przerasta. Cieszę się jednak, że poszłam do D i mogliśmy porozmawiać.
Mam nadzieję i nie chce jej tracić, że jeszcze nam się ułoży.