środa, 10 października 2018

# # #

Cześć słoneczka. <3
Czy zastanawiacie się na ile poważny jest wasz (nasz) problem z odżywianiem..?
Czy jest to wasz świadomy wybór, a może tylko złudzenie, że jest to świadome w jaki sposób żyjemy i się odżywiamy..? Na ile same jesteśmy w stanie sobie pomóc a ile jeszcze potrzebujemy pomocy od osób trzecich.

Dziś miałam luźną rozmowę z szefową... I dowiedziałam się, że ona też przez 10 lat chorowała na anoreksje/bulimie. Bardzo mnie tym zaskoczyła. Teraz jest już z nią wszystko dobrze, ma super rodzinę i bliźniaki ale wyszła z tego dzięki terapii - tak twierdzi.

Jej zdaniem, nie radzę sobie ze zdrowym odżywianiem i powinnam iść na jakąś terapie.
Widząc, że ktoś je nie robi to na mnie wrażenie, natomiast widząc Ciebie jak jesz to jest coś 'innego' i zobacz, że każdy w pracy kiedy widzi, że jesz zwraca na to uwagę. - To nie jest przecież normalne.


Kiedy powiedziała te słowa poczułam się się dziwnie. Z jednej strony tak trochę wyjątkowo lecz z drugiej, zrobiło mi się głupio... Nie chce doprowadzić do tego, że w pracy będę mnie pilnować i kontrolować. Wystarczą już gadki w domu na temat mojego 'ożywiania'









8 komentarzy:

  1. Trzymaj się Kochana i poszukaj lekarza to naprawdę pomaga jeżeli trafisz na odpowiednią osobę . Szkoda życia na chorowanie 💗

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to kwestia wyboru tak długo, jak długo nie nastąpi moment gdy boisz się zjeść cokolwiek lub cwiczysz choć już nie masz siły. Wystraszyłabym się też gdybym np. jadła wg ustalonego planu i do wyznaczonego limitu, a mimo to czuła wyrzuty sumienia. Kolejnym takim sygnałem niepokojacym byłoby chyba zejście do wymarzonej wagi i brak satysfakcji z tego. A jak Ty to odbierasz? Ps. W pracy zawsze będą gadać. To norma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą ❤ Ze jest to kwestia naszego wyboru i mymysle,ze gdyby pojawiły się takie sygnały i zachowanie z mojej strony bez wahania poszlabym szukać pomocy. Teraz nie czuje takiej potrzeby.

      Usuń
  3. Cześć. Jakoś dopiero teraz znalazłam Twojego bloga. Sytuacja, którą opisujesz - dla mnie koszmar. Zaraz bym próbowała odwrócić od siebie uwagę, albo wszystkiemu zaprzeczyła... okropne. Jeśli szukasz pomocy to oczywiście terapia. Ale nigdy w pracy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Na ile poważny... Hm. U mnie bardzo poważny. Kiedy byłam mała nie było z tym problemu, potem zaczął się rozwijać. W wieku 7-9 lat zaczęłam tyć. Później było gorzej, 13 lat - 79kg przy 165cm wzrostu, objadanie się, przejadanie, jedzenie mimo iż nie byłam głodna. Trafiłam na motylki, waga 82kg. Zeszłam z ich 'pomocą' do 63, rozłożone w czasie 3 lat. Nawet jeśli nie jestem na diecie, nie wracam na blogi to i tak zachowuje się jak chora osoba. Sprawdzam tabele z kalorycznością, przejadam się, nie smażę na tłuszczu. Staram się, aby wszystko, co jem, było jak najmniej kaloryczne. I tak od dawna. Przejadanie się, jedzenie mniej, w kółko, od dłuższego czasu. Nadal brakuje mi 13kg do celu. Jednocześnie 'zdrowy rozsądek' mówi mi, że nie powinnam. Cóż, nie chce go na razie słuchać, przestanę, kiedy będę wyglądać normalnie. W swoich oczach, bo w innych "w końcu schudłam i wyglądam normalnie, więcej nie muszę". Otóż, dla siebie, muszę. Dopóki nie zniknie cały tłuszcz i będę chuda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na poczatku myślałam że to będzie kontrolowany ale drastyczny proces odchudzania i nie będzie trwał długo... niestety... wymknął się spod kontroli

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilka lat temu na prawdę miałam problem nikt mi nie pomógł dlatego wiem że jak sama sobie nie pomogę to nikt tego nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  7. doskonale cie rozumiem kochana.
    Tak w ogóle uciekłaś nam na bardzo długo.Coś się stało ?



    https://butterflyproanna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń